MUSICAL BOX

O nas Wydawnictwo Impresariat Mała Akademia Jazzu Warsztaty Artyści Zespoły Koncerty Recenzje Galeria zdjęć Archiwum wydarzeń Do pobrania Media cyfrowe Linki Sklep Kontakt
back


Latający spodek
czyli Manu Delago w Gdyni
20.04.2008



Tak różnorodnego i intensywnego cyklu koncertowego jak JaZzGdyni jeszcze w Trójmieście nie było.
Od marca do końca maja w klubach Pokład i Jazz Cafe Scena koncertują przedstawiciele wszystkich właściwie odmian jazzu, wielkie gwiazdy i muzycy na dorobku, z Polski i zagranicy.
Przy okazji dochodzi do zaskoczeń i niespodzianek.
Taką przyjemną niespodzianką był poziom młodego austriackiego zespołu Manu Delago Handmade, który zagrał w minioną niedzielę w klubie Pokład.
Delago, mimo młodego wieku (ma 24 lata, podobnie jak pozostali muzycy z jego kwartetu), zdążył już zdobyć pewien rozgłos w świecie muzyki improwizowanej.
Stało się tak za sprawą hang drum, nowego instrumentu perkusyjnego, którego Austriak jest jednym z niewielu wirtuozów.
Metalowy bęben, przypominający kształtem latający spodek ze starych filmów SF, został wynaleziony siedem lat temu w Szwajcarii i wzbudza coraz większe zainteresowanie muzyków i publiczności, ponieważ łączy możliwości instrumentu perkusyjnego z harmoniczno-melodycznym. Nawet grając na nim solo, można równocześnie wybijać rytm i prowadzić melodię, co Delago udowodnił już w pierwszej kompozycji wykonanej na estradzie Pokładu.
Chwilę potem dołączyła do niego reszta zespołu i zrobiło się jeszcze ciekawiej, bowiem istotą pomysłu na Handmade są ciągłe zmiany - instrumentów, stylistyki.
Dwoje z czwórki muzyków to multiinstrumentaliści - lider gra na hang drum i fortepianie, a Isa Kurz to skrzypaczka, pianistka i okazjonalnie wokalistka.
Skład dopełniają kontrabasista Philipp Moll i perkusista Georg Tausch.
Dochodziło więc do zamian ról, grania w pełnym składzie lub w mniejszych układach, utwory kontemplacyjne przeplatały się z pełnymi werwy.
Styl też był migotliwy i trudny do określenia.
W muzyce Handmade przeplatały się więc, w różnych proporcjach, w zależności od kompozycji, elementy muzyki folkowej (zwłaszcza celtyckiej), klasycznej kameralistyki, jazzu, rocka, ambientu. Momentami miałem wrażenie, że muzycy za bardzo chcą się wykazać swoimi umiejętnościami i wszechstronnością, ale nie przeszkadzało to w odbiorze koncertu.
Szkoda, że w repertuarze znalazły się tylko dwie piosenki, bo Isa śpiewa urokliwie, w stylu zainspirowanym Joni Mitchell i próbek jej talentu w tej dziedzinie mogłoby być więcej.
Nie ma jednak sensu szukać dziury w całym, gdyż austriacki zespół wybronił się w pełni świeżością podejścia do muzyki, radością grania, oryginalnością kompozycji i kompetencjami muzyków.
Z pewnością jeszcze o nich usłyszymy.
W stu procentach natomiast jest pewne, że hang drum wejdzie na stałe do perkusyjnego arsenału - ma piękne, delikatne brzmienie i wielkie możliwości kolorystyczne.

Tomasz Rozwadowski
 Dziennik Bałtycki
.......................................











©
Globe Records 2007